Archive | Czerwiec 2013

Tygrys to czy zebra

Wreszcie skończony! Choć wcale nie trudny..po prostu nie ma szczęścia, bo już wisi od tygodnia czekając na poprawę pogody i premierę . Coś mi się wydaje, że będę go bardzo lubić, bo już mi się podoba:-) Mowa oczywiście o moim „nowym” lnianym żakieciku, o którym pisałam w poprzednim poście. Bez podszewki, bo w założeniu na ciepłe letnie dni, rękawki 3/4 marszczone..Wzór „zdjęłam” z żakietu kiedyś zakupionego..kiedy już się znosił, postanowiłam go  sklonować:-) poprułam i skroiłam toto:

DSC02888

 

Żakiet odcinany powyżej tali, zapinany na jeden guzik:

DSC02889

 

Powiem nieskromnie, że klapy bardzo ładnie się układają.

DSC02890

 

 

DSC02891

 

DSC02892

 

DSC02893

 

Oczywiście jak tylko poprawi się pogoda i mój osobisty fotograf znajdzie chwilkę zrobię jakieś fajne  zdjęcia . Mam już pomysł na kilka stylizacji!

 

A to jeszcze nie skończona sukienka, bo obmyślałam i szukałam odpowiedniej pasmanterii do złamania tej bieli. Wybiorę czarną taśmę z białym ściegiem.

DSC02897

I żeby nie było zapowiedź kolejnej sukienki:-) tym razem trochę koloru: Żółty!

DSC02904

Reklamy

Instaluję się na Bloglovin

<a href=”http://www.bloglovin.com/blog/7968425/?claim=xkgtbjjczyw”>Follow my blog with Bloglovin</a>

Hura! chyba się udało, ale to tylko połowa lub jedna czwarta sukcesu..Teraz trzeba rozgryzać tego Bloglovina..Na Word Pressie nie miałam opcji, a przynajmniej nie poznałam jej dotąd by śledzić ulubione blogi. Mam nadzieję, że teraz będę mogła być jeszcze bardziej na bieżąco z Wami:-)

Kroję , szyję…żyję!

 

 

U mnie na blogu tylko pozorna  cisza, można by rzec cisza przed burzą, a burze u nas ostatnio są że ho ho! Na początek mała powtórka, bo nie miałam okazji zaprezentować Wam bluzki z pierwszego  postu na ” „ludziu” czyli na mnie ! Więcej pisałam na ten temat tu: https://szyciemojedrugiezycie.wordpress.com/2013/05/16/tania-odziez/ A więc bluzka wygląda tak:

Bluzka

 

O odgrzewanych kotletach jeszcze będzie później, ale o nie, nie myślcie, ze porzucam krawiectwo dla gotowania..to mi chyba nie grozi .. :-/

Ciekawa jestem jak wygląda u was proces twórczy..Tzn. ile możecie czasu poświęcić dziennie , tygodniowo na szycie..Nie mówię o obmyślaniu kolejnych rzeczy do uszycia i chodzeniu po sklepach z materiałami..:-)

U mnie ze względu na dość nienormowany czas pracy  na maszynę mogę pozwolić sobie jedynie późnym wieczorem, czy nawet w nocy..i to ze 2 – 3 godz i to nie dziennie oczywiście. Trochę mało więc jak już zasiadam do krojenia lub szycia robię na raz kilka sztuk odzieży na raz..Ostatnio właśnie kroiłam miętowy żakiet, białą sukienkę, bluzkę dla mamy, sukienkę dla koleżanki…to na jeden wieczór starczy…

Póki co ruszyłam białą sukienkę i bluzkę dla mamy. Sukienka wygląda tak:

DSC02807W sumie prosta  z bawełny z laykrą, ze starej Burdy, szyłam już ten model w wersji „zimowej” wiec nie musiałam robić nowej formy.

DSC02805

Obmyślam czym by ją tu ozdobić czy urozmaicić, bo bez dodatków wygląda trochę jak szpitalny uniform:-) ale latem bardzo lubię nosić się na biało:-) W zasadzie zostało jeszcze wszycie zamka i wykończenie pach i dekoltu.

Zdjęcia oczywiście robiłam na drugi dzień, bo te nocne są do bani..a marzy mi się zrobienie jakiegoś kursiku..

No i wracając do obiecanych kotletów to w trakcie przeszukiwań moich zasobów materiałowych natknęłam się na niedokończony żakiet z lnu w biało czarny zwierzęcy wzór !! Pomyślałam, że świetnie by pasował do białej letniej sukienki no i chyba po trzy letnim leżakowaniu żakiet doczeka się ukończenia:-)

DSC02811

DSC02815

DSC02802Jak widzicie pracy nie zostało już wiele i mam nadzieję już niebawem pokazać się w całej okazałości!

 

 

 

 

Rozkloszowana spódnica

Od dawna nosiłam się z zamiarem uszycia sobie takiej spódniczki! W wielu inspiracjach pokazywana jest w wersji super mini i taka chyba najbardziej mi się podoba jednak pewnie nie miałabym odwagi w takiej super krótkiej wyjść 🙂 Raz , ze nie mam już 20 lat, nawet 30..ech..a dwa, nawet to 20 lat temu jakoś  ultra mini mnie onieśmielało..Poza tym miałam też obawy, że taki krój mocno mnie poszerzy…

Na spódniczkę wybrałam granatowy materiał nieco imitujący skórkę-tym mnie urzekł! A także ceną!! Po przeliczeniu zysków i strat stwierdziłam, że nawet jak mi ten fason nie spasuje strata będzie mała, bo metr tkaniny kosztował całe 8 zł (słownie osiem złotych) A właśnie tyle potrzeba mi było na taką spódniczkę! Poza tym czasowo to chyba najszybciej szyjąca się spódniczka więc polecam niecierpliwym!!

DSC02752

Wykorzystałam wykrój ze starej Burdy 9/2002 model 119. W oryginale jest tam długa spódnica. Skróciłam ją do swoich potrzeb przez odmierzanie od podkroju talii wymaganej długości..Nie odwieszałam wg. zaleceń spódnicy na 24 h dla wyrównania  dołu, a w sumie nic się z długością nie stało..przynajmniej „na oko” nic nie widać. Mozę dlatego, ze materiał jest sztuczny i stabilny…choć nie sztywny.

DSC02753

W bok szyłam kryty zamek, u góry pasek, obszyłam maszynowo dół i jest 🙂

DSC02748

Najlepiej się prezentuje do wysokich obcasów…

DSC02759

DSC02760

DSC02747Na koniec stwierdzam że zainwestowany czas i pieniądze nie poszły na marne, przynajmniej wg mojego subiektywnego zdania:-) Zostały mi jeszcze spore resztki, które zapewne wykorzystam w innych kreacjach! A jeśli nawet mnie trochę tu i ówdzie poszerza to już trudno! Ostatecznie nikt nie jest doskonały 🙂

Bluzkowy ciąg dalszy: Czerwień!

Dziś o czerwonej bluzce, która powstała z recyklingu po starej sukience, którą koleżanka zamierzała wyrzucić! Na szczęście znalazłam się we właściwym miejscu i o właściwej porze i uratowałam kawałek całkiem fajnego materiału! Bo musicie wiedzieć, że czerwony to jeden z tych kolorów, które uwielbiam i to chyba z wzajemnością!

W wyniku recyklingu dołu sukienki powstały dwie bluzki  wg własnego pomysłu, oczywiście zainspirowana tym co w sklepach, na blogach itd..ale trudno podać jakieś główne źródło 🙂 :

IMG561

Wersja z czarną koronką i bufkami powędrowała do koleżanki w podzięce za materiał:-) A druga została u mnie i tak się prezentuje:

DSC02728-horz

Nie wiem co to za tkanina, lekko przeźroczysta, ale miła w noszeniu, dodałam kilka akcentów z resztek czerwonej satyny, kołnierzyk , pliskę oraz mankieciki przy rękawkach. I tak to wygląda.

DSC02730-horzTrochę zabawiłam się zdjęciami i wyodrębniłam tylko kolor czerwony, przyznacie, że ciekawie to wygląda 🙂

Mam nadzieję, że następne zdjęcia będą już w plenerze, strasznie tęsknie już za słońcem i spacerami!!

 

 

 

Szyfon w roli głownej

Pogoda nadal, przynajmniej u mnie przypomina raczej wczesną jesień niż wiosnę. Mimo ogólnej senności i nic niechcenia do pracy chodzić trzeba..I właśnie dziś chcę Wam pokazać mój ulubiony ostatnio zestaw na tę okazję. Niestety mimo deszczu zdjęcia robione w domu przy fatalnym świetle..ale mam nadzieję, że bluzkę bo ona tu w roli głównej zobaczycie.

Bluzeczkę wymyśliłam sama, połączenie szyfonu i satynki raczej mało odkrywcze, ale już dawno marzyła mi się taka kombinacja. Jako, że szyfon z natury jest przeźroczysty, a chciałam uniknąć noszenia pod spodem jeszcze jakichś koszulek wymyśliłam drobne zakładki, które nieco zakryją to czego wszyscy nie muszą widzieć:-).

DSC02718-horz

Jak szyłam: najpierw na kawałku tkaniny zaznaczywszy wpierw środek wyszyłam owe zakładki, tak na oko jak to zwykle mam w zwyczaju robić:-) A dopiero później skroiłam przód bluzki. Bluzka pod szyją miała być gładka, ponieważ miała być taką typową bluzką pod żakiet, ale w trakcie pracy doszyłam jeszcze kołnierzyk z satynki, odpinany oczywiście. Kołnierzyk ozdobiłam drobnymi perełkami, no i całość możecie podziwiać na załączonych obrazkach:-)

DSC02711-horz

No i tak biegam do pracy:-) W wersji nieco bardziej eleganckiej, w cieplejsze dni zakładam czarną spódniczkę przed kolana.

Kolorowo i biżuteryjnie

Pogoda u mnie nie specjalna dziś dlatego w oczekiwaniu na słońce oraz kogoś kto zrobi mi zdjęcia w niedawno uszytych ciuchach zaprezentuję wykonaną przeze mnie biżuterię. Jakiś czas temu składanie kolorowych kulek pochłonęło mnie do reszty 🙂 Robiłam tego naprawdę masę na specjalne zamówienia jak i dla siebie 🙂 Przyznam, ze wtedy mniej szyłam, ponieważ robienie biżuterii było wygodniejsze..nie trzeba się rozkładać  z maszyną a i odpadków mniej:-) No i efekt można osiągnąć w krótszym czasie. A to akurat dla mnie zawsze było istotne. Ogólnie w pracy twórczej podoba mi się to, że namacalnie mogę zobaczyć efekt  włożonej pracy. Praca papierkowa zawsze wydawała mi się bezcelowa i bez sensu..ale w sumie też w życiu przeszłam ten etap:-) Chyba zbyt mocno odbiegam od tematu głównego jakim jest dziś moja biżuteria. Oto co zostało w moich zasobach na dysku, bo w szufladach po tej pasji po dziś dzień mam masę elementów, koralików itp..Choć nie powiem, od czasu do czasu zrobię coś nowego , głównie po to by spróbować nowej techniki. Tak jak ostatnio nauczyłam się robić  kulki z filcu 🙂 A najśmieszniejsze jest to, ze osobiście niezbyt lubię się obwieszać biżuterią, poza kolczykami, które uwielbiam i noszę codziennie.  Z całą odpowiedzialnością mogę polecić robienie biżuterii jako bardzo dobrego środka terapeutycznego na uspokojenie nerwów bo przynajmniej  u mnie w tamtym czasie  spełniało to taką rolę:-)

A oto i moje dzieła:-):

Poniżej w fiolecie. Dodam, ze starałam się używać srebrnych zawieszek.

fiolet

Moim ulubionym materiałem były kamienie…

Howlit

Tu koral i lawa wulkaniczna..

koral

Nefryt z lawą wulkaniczną brązową i piaskiem pustyni..

nefryt

Turkus, onyks, noc kairu…

Onyks

Żółty kamień, już nawet nazwy nie pamiętam oraz piasek pustyni
piasek pustyni

Turkus i żółty koral
Turkus i koral

W brązach: tygrysie oko i szkło weneckie.

Tygrysie oko

No i ostatnie moje ulubione noszone przeze mnie do dziś: bransoletki oraz wisior z ceramiki w kolorach niebieskich

ceramika

Wisior z nocy kairu czarny i żółty komplet

Czarno żółtyKolczyki z zrobionych przeze mnie filcowych kulek i zrobiony z gotowych elementów naszyjnik

Filc czarny

Filcowe naszyjniki , żółte kulki „ufilcowałam” sama:-)

Filc żółyy